O nadziei w terapii i nie tylko
- mikołaj demko
- 9 wrz 2025
- 1 minut(y) czytania

Erich From pisał o nadziei że jest paradoksem.
Nie jest ani biernym oczekiwaniem, że coś się stanie bez naszego zaangażowania, ani aktywnym wymuszaniem zdarzeń, które powinny zaistnieć.
„Jest jak gotowy do ataku tygrys, który skoczy tylko wtedy, gdy nadejdzie właściwy moment.”
Mieć nadzieję oznacza oczekiwać tego, co jeszcze się nie narodziło. Ci, u których nadzieja jest żywa, dostrzegają i świętują najmniejsze sygnały nowego — gotowi w każdej chwili pomóc w narodzinach tego, co już dojrzewa.
Nadzieja przeczuwa i wygląda w przyszło
ść. Daje nam siłę do działań, do których sam rozum nie byłby zdolny. Wyostrza uwagę na to, czego jeszcze nie ma, ale już świta na horyzoncie. Nadzieja jest akuszerką nowego.
Jak pisał Fromm, nadzieja to wewnętrzna gotowość do intensywnej, lecz jeszcze niespełnionej aktywności. Mieć nadzieję to być dyskretnie gotowym na to, co ma nadejść.
Nadzieja zakłada że przyszłość jest otwarta, która implikuje niezamierzone, nieprzewidywalne, nie dające się kontrolować wydarzenia. Nadzieja tak jak zaufanie widzą przed sobą otwarty horyzont.
Nadzieja to nie to samo co optymizm. Optymista jest przekonany, że sprawy potoczą się dobrze. W tym znaczeniu nie traktuje przyszłości jako otwartej przestrzeni możliwości. Optymizm wymaga wysiłku. Terry Eagelton w książce „Hope without Optimism” napisał – Optymista jest przykuty do swojej pogody ducha jak galernik do swojego wiosła.
Tak rozumiana nadzieja ma niebagatelne znaczenie dla procesu terapeutycznego ponieważ:
otwiera nas na przyszłość
mobilizuje do małych, wykonalnych kroków
nadaje poczucie sensu wysiłkowi i trudowi związanemu z procesem zmiany
jest czymś co łączy klienta i terapeutę
zwiększa tolerancję na niepewność i cierpienie, które jest elementem naszego życia


